czwartek, października 31, 2019

Pierwszy lot samolotem z dzieckiem. Podsumowanie wyjazdu do Francji.

Pierwszy lot samolotem z dzieckiem

Kalinka urodziła się na jesień. Już początkiem roku wiedziałam, że gdzieś polecimy. Pozostało wybrać miejsce i zaplanować nasz pierwszy wspólny wyjazd w 3 ! Zapytacie pewnie, czy miałam obawy przed lotem ? A no właśnie nie ! Uwielbiamy podróżować i wiecie co? Podstawa to dobra organizacja. Pobyt nasz planowaliśmy na tydzień i spakowaliśmy się do bagażu podręcznego z 5 -miesięcznym dzieckiem :). Jak to mówią, dla chcącego nic trudnego. Wybraliśmy Francję, bo tam odwiedzaliśmy naszą rodzinę i bardzo się cieszę, że tak wyszło, bo dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy na temat tego kraju, mogliśmy zakosztować tamtejszej kuchni, a co najważniejsze czuliśmy się jak w domu ! 

LOT SAMOLOTEM - PORADY DLA PODRÓŻNYCH 

TOP 10 !

1. Bagaż.
Jak już wcześniej wspomniałam, zapakowaliśmy się do bagażu podręcznego. Co ważne, pamiętajcie, w jakim miesiącu lecicie i jaka jest pora roku. My mogliśmy sobie na to pozwolić, bo nasz wyjazd był w maju. Grube kurtki nie były potrzebne i zapakowaliśmy się raz dwa. Drugą ważną rzeczą w tej kwestii jest to, że lecąc z niemowlakiem w cenie biletu możecie zabrać : chustę lub nosidło, torbę do 5 kg, wózek. Bez obaw wszystko się zmieści. 

2. Wózek na lotnisku. 
Wszystkie bagaże zdawaliśmy na taśmie. Tak nam było wygodniej, z wózkiem natomiast jest o tyle komfortowo, że możecie mieć go aż do wejścia na pokład i szczerze polecam taką opcję. Często odprawy trwają długo, a na lotnisku nie obowiązuje Was z dzieckiem "bez kolejki", dlatego też bez wózka może być ciężko z praktycznych względów. 

3. Język. 
Francja rządzi się swoimi prawami, ludzie są mili i uprzejmi, ale niestety za chiny ludowe nie chcą gadać po angielsku, to samo jest na lotniku. Cierpliwość bardzo się Wam przyda :) 

4. Dodatkowe miejsce w samolocie. 
My wykupiliśmy. Dlaczego ? A no właśnie, dziecko płacze i chcecie szybko wyjść, albo po prostu chcecie poczuć się bardziej komfortowo. Nie jest to zbyt duży koszt, a wiele ułatwia. 

5. Zatkane uszy. 
Jedynie czego się bałam, lecąc do Francji to to, że małej przytka uszy i będzie płacz. Dużo naczytałam się wcześniej i radzono, że przy starcie i lądowaniu należy mieć ze sobą smoczek lub butelkę. Całe szczęście u Nas nic nie było potrzebne, Kalinka to wzór pasażera. Przespała cały lot w jedną i w drugą stronę. 

6. Karmienie piersią
Wtedy byliśmy jeszcze na etapie karmienia piersią i wprowadzania nowych pokarmów. Nie stanowi to w samolocie żadnego problemu. Nikt nawet nie zauważył, że KP. Wystarczy dobre miejsce pod oknem i problem z głowy. Dyskretnie, a wszyscy szczęśliwi :) 

7. Zabierz to, co najbardziej potrzebne. 
Kocyk, ciuchy na przebranie, przybory higieniczne. Im więcej zabawek zabierzecie, tym więcej będzie później tachania. A przypomnę tylko, że kilkanaście razy przechodzicie przez bramki i kontrol. 

8. Nerka !
Jeśli chodzi o podróże, to jestem miłośniczką nerki. Najlepiej takiej, do której zmieści się telefon, paszport, portfel i dokumenty. Wszystko pod ręką i w jednym miejscu. Mega wygodne i bardzo sprawne. A tu jeszcze dodam, że koniecznie bilety muszą być na telefonie. Liczę na to, że nie drukujecie już papierowych, jeśli tak to zmieńcie to - to nie jest wygodne. 

9. Nie spinaj się :) 
Jak dziecko śpi to niech śpi. Korzystaj z czasu wolnego i spożytkuj go dla siebie. Może się zdrzemnij ? 

10. Podobno są kołyski pokładowe do zamówienia wcześniej. Jeśli tak to korzystajcie. Wygodniej Wam będzie i maluchowi również :) 

Pierwszy lot samolotem z dzieckiem

środa, października 23, 2019

Koty i dziecko w jednym domu


Dzień dobry, dzień dobry !

Długo myślałam o tym wpisie i o tym, jak go przedstawię. Początkowo, miał to być wpis kot a noworodek, ale Kalinka tak szybko nam urosła, że noworodkiem to ona już dawno nie jest :)
Jeszcze jak byłam w ciąży, martwiłam się, jak to będzie. 3 koty, z różnymi charakterami i dziecko. Dla osób szukających poradnika mam nadzieję, że podpowiem co robić w różnych sytuacjach. Rok już funkcjonujemy wszyscy razem i jakoś nam to wspólnie wychodzi. Dlaczego napisałam "jakoś" ? A no właśnie Moi Drodzy - kolorowo nie jest.

Jak dobrze powszechnie wiadomo wszystkim kociarzom, koty chodzą swoimi ścieżkami, a pojawienie się w domu dziecka tego nie zmienia. Dodatkowo każdy z naszych milusińskich ma swój charakter. Jedno jest pewne, nie należy się tego bać. W końcu nauczycie się żyć razem, a po czasie będzie dużo łatwiej niż na początku - wiem co mówię !

Początki najtrudniejsze ?
A no właśnie, po przyjściu ze szpitala rok temu, zaskoczenie naszej kociej trójki było ogromne. Początkowe zainteresowanie było zerowe. Przyszły zobaczyły małego człowieczka i zbytnio się nie zainteresowały. Z czasem jednak zauważyły, że ich ukochana Pańcia, poświęca więcej czasu komuś innemu i tak, na prawdę problemy zaczęły się od tego. Może problemy to za duże słowo w zaistniałej sytuacji, ale charakter szczególnie Nixena dawał nam we znaki. Najzwyczajniej w świecie zaczął robić na złość. Załatwianie się obok kuwety, ściąganie prania z suszarki i "płakanie" nad skarpetkami Kalinki, czy drapanie w drzwi o 5 rano to tylko przykładowe sytuacje zazdrości Nixena. Pierwsze dziecko, kiedy tak naprawdę uczycie się sami siebie i zazdrosny kot. Oj tak dał nam popalić. Z Raveną nie było takich problemów. Raczej należy do tych kotów, które się chowają i wychodzą wtedy, kiedy dziecko idzie spać :). Osi natomiast to koci wzór dla dziecka. Najchętniej to spałabym z Kalinką zawsze, ale podczas zabawy to najchętniej patrzy z góry.

Po roku obcowania razem mogę stwierdzić, że do odważnych świat należy ! :)
Nawet Nixen zaczyna tolerować Kalinkę, a co więcej daje się pogłaskać. Cała 4 razem śpi w sypialni przy kołysance. A co więcej, świetnie jak dziecko wychowuje się razem ze zwierzętami. Sesja nie należała do najłatwiejszych, ale wspólnymi siłami się udało. Dawno się tak, nie uśmiałam, jak tego dnia. Dobry nastrój ponad wszystko ! :)

środa, października 16, 2019

Jesienny wianek na drzwi



Witajcie po przerwie ! Wchodzę ostatnio na mojego bloga i patrzę, a tam ostatni wpis w styczniu ! Myślę sobie, świetnie ! Jak tak dalej pójdzie, cała moja praca związana z założeniem bloga pójdzie na marne. 100 wpisów, pójdzie na marne no i moje zdjęcia, nad którymi siedziałam tyle czasu, też się zmarnują. Długo zastanawiać się nie musiałam. Koniec z tym. Mała ma już prawie rok, czas się wziąć za siebie i działać. Żeby nie było, cały czas działam w temacie "moje marzenia", ale takim małym marzeniowym kamyczkiem, jest właśnie blog. 

Nie zapomniałam o nim, po prostu ostatnio mam tyle zajęć na głowie, że totalnie brakuje mi czasu ! Ale grunt to dobra organizacja i zawsze można dać radę. A więc Moi Drodzy Blog Reaktywacja ! Mam nadzieję, że uda mi się pogodzić : macierzyństwo, obowiązki, zdjęcia i artykuły. Do odważnych świat należy, zatem nie ma czasu na nudę ! Wchodzę z rozmachem. Koniec lata, początek jesieni, zaczynam zatem tworzyć !

Jesienny wianek na drzwi

Pierwsze, o czym pomyślałam, po tak długiej przerwie to temat na wpis. Miałam do wyboru 4 kategorie, ale wybór był prosty. Stroik ! Dlaczego ? A bo od tygodnia "chodzi za mną" wianek na drzwi. Początkowo chciałam kupić w kwiaciarni, ale żaden nie przypadł mi do gustu. Później myślałam, że zamówię na necie, ale też i do tego jakoś nie miałam głowy. No i w końcu postanowiłam, że zrobię sama. Przecież to banalnie proste ! Już kiedyś, pisałam Wam, że do zbytnio uzdolnionych artystycznie osób to ja nie należę ;) Zawsze w szkole, na plastyce kolokwialnie mówiąc, było mi ciężko. A prace artystyczne to istna katorga. Dlatego też jak tworzę, to staram się wymyślić takie rzeczy, które jest w stanie wykonać każdy. Nawet taki ktoś jak ja. Zatem Kochani, jak mi się udało to i Wam z całą pewnością się uda. 

poniedziałek, stycznia 21, 2019

Jak upiec chleb ?


Powiem Wam, że nawet nie macie pojęcia, jak wspaniale jest mieć męża, który kocha gotować :) ! Odkąd jestem w domu z małą, czekam na weekend i pyszności wychodzące spod Jego ręki ! Czasami są to takie cuda, że niejedna restauracja nie pogardziłaby takim daniem. 

Ale dzisiaj nie o tym. Zostawmy dania na kiedyś indziej. Dziś parę słów o tym, jak upiec chleb. Aktualnie panuje moda na wszystko to, co "bez glutenu", więc jeśli należysz do tych własnie osób, ten wpis nie jest dla Ciebie. Oczywiście żarty żartami, bo wszystko można zastąpić odpowiednim składnikiem, ale nasz chleb jest z prawdziwej mąki pszennej ! Już długo chciałam zrobić na ten temat wpis, jednak nie mogliśmy się do tego zabrać. W końcu się udało i jest. Teraz jak nie mamy chleba w domu, pada hasło : "Bartek, kiedy pieczesz?". Jest to o tyle fajna sprawa, że własnoręcznie upieczony chleb jest przepyszny, a co najważniejsze, jeśli przygotujemy sobie wcześniej ciasto, upieczenie zajmuje nam godzinę ! 

No to do dzieła ! 
Potrzebujemy :

  • mąka pszenna typ 650 lub 750: 750 do 1000 g
  • drożdże około 25 - 30 gram
  • woda: 300 - 400 ml
  • sól: 2 - 3 łyżeczki
  • cukier: 2 - 3 łyżki
  • mleko: 100 - 120 ml
  • odrobina smalcu

Mając już odpowiednie składniki, możemy zacząć przygotowywać nasze ciasto. Wszystko dokładnie ze sobą mieszamy i całość ugniatamy tak długo, aż uzyskamy zbitą konsystencję. Następnie odkładamy i przykrywamy szmatką na około 2 godziny. Ciasto zbyt mało wyrośnięte nie wypiecze się dobrze, z kolei ciasto za bardzo wyrośnięte da nam malutki bochenek chleba. My zawsze robimy tak, że ciasto dzielimy na dwie części, dzięki czemu następnego dnia możemy upiec kolejny świeży chleb. 

Po wyrośnięciu formujemy ciasto i układamy na wcześniej naoliwioną blachę. Olej możemy zastąpić posypką z mąki.
W piecu powinien siedzieć około godziny w temperaturze 180 - 230 stopni. Warto poeksperymentować z temperaturami i czasem pieczenia. Wysoka temperatura daje nam krótszy okres pieczenia, ale i twardszą skórkę, z kolei niska temperatura może doprowadzić do powstania pieczywa, którego środek pozostanie surowy lub niewypieczony.

Chleb podczas pieczenia będzie zwiększał swoją objętość, co prowadzić będzie do pękania skórki. Gdy chcemy, aby pęknięcia były niepowtarzalne dla każdego bochenka, spontaniczne - wówczas nie nacinamy ciasta. Natomiast gdy chcemy mieć wpływ na pękanie skórki - wówczas należy delikatnie ponacinać nożem ciasto: na krzyż, na skos, wzdłużnie lub według własnego uznania.

Kolejnym istotnym aspektem jest sama skórka, która stanowi źródło charakteru samego bochenka. W tym wypadku również polecam eksperymenty, ponieważ każdy ma swój gust :). Uformowane w bochenek ciasto możemy po prostu wypiec lub zastosować jedną z metod, która to pozwoli w mniejszym lub większym stopniu na modyfikację konsystencji samej skórki.

  • Do piekarnika można włożyć naczynie żaroodporne lub garnuszek wypełniony wodą - para wodna powinna spowodować, iż skórka chleba będzie miękka,
  • Pomada - "formowanie drugiej skórki" : do garnuszka wlewamy szklankę wody, dodajemy 1 - 2 łyżki mąki, tego samego typu, z której powstało ciasto, 2 łyżeczki soli. Doprowadzamy do zagotowania. tak przygotowaną "miksturę" rozprowadzamy na uformowanym w bochenek cieście, np. za pomocą pędzelka. Nie należy żałować, polecam obficie posmarować,
  • na wpół wypieczony bochenek nanosimy warstwę smalcu, spowoduje to, że skórka stanie się  chrupka, o specyfikcznym smaku.

Uwierzcie, że zapach niosący się po całym domu jest świetny ! Aż ślinka cieknie. 
Po upływie naszej godziny wyjmujemy chleb z pieca i możemy cieszyć się pysznościami, które sami stworzyliśmy. Prawda, że proste ? Już nie mogę się doczekać, kiedy upieczemy chleb z dynią ! 
Jak upiec chleb

wtorek, stycznia 15, 2019

O tym jak 2 miesiące zmieniły wszystko


Całą ciążę zastanawiałam się jak to będzie. Wyobrażałam sobie, jak Kalinka będzie wyglądać, czy będzie do nas podobna. Miałam również wątpliwości czy damy sobie radę? Wszyscy mówili, że opieka przyjdzie sama i zaraz po porodzie będę wiedziała co robić. Szczerze ? Strasznie chciałam już ją mieć przy sobie, ale jednocześnie martwiłam się tym, jak to wszystko się potoczy. Po prostu się bałam nieznanego !

2 listopada o 11.47 na świecie pojawiła się nasza córka Kalina.

Ciężko opisać słowami co się czuje, jak się rodzi dziecko. Jest to po prostu wszech ogromna miłość. Oczywiście bałam się porodu, jak każdy, ale teraz z pełną świadomością mogę powiedzieć, że dla Niej mogłabym przeżyć to jeszcze z 10 razy ! ( całe szczęście nie muszę :)), ale jeśli tylko byłaby taka potrzeba, nie wahałabym się ani chwili.

Po porodzie 2 h poznawaliśmy się. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam nasze małe cudo <3

Po dwóch dniach wróciłyśmy do domu. Tak długo oczekiwany moment w końcu nadszedł.

Mimo tego, że zakupiliśmy odpowiednio wcześnie monitor oddechu, pierwszej nocy nie zmrużyłam oka. Obserwowałam naszą kruszynkę i cieszyłam się, że wreszcie jest z nami. Czas z dzieckiem szybko leci. Nawet nie wiem, kiedy minęły nam te 2 miesiące. Niesamowite jest to, że każdego dnia odkrywamy nowe umiejętności naszego malucha, a dla każdego nawet najmniejszego uśmiechu zrobimy wszystko. Jak to mówią matka wariatka ! I to się sprawdza.

Kalinka to bardzo grzeczna dziewczynka. Jasne ! Ale też czasami da popalić i wtedy czujemy się, jakbyśmy mieli stalowe ręce. W nocy śpimy ( z przerwami co 3 h ) i nie chodzimy z podkrążonymi oczami ! :)

Na reaktywację bloga zdecydowałam się dopiero teraz, ponieważ musiałyśmy się siebie nauczyć. Dziecko zmienia cały świat i wywraca go do góry nogami ! Ale to najlepszy fikołek w naszym życiu, jaki tylko jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Także teraz, kiedy ona śpi to matka: sprząta, prasuje, myje, gotuje i pisze :) ! A, najlepsze w tym wszystkim jest to, że po 2 miesiącach człowiek jest już znakomicie zorganizowany !

Miłego wieczoru Kochani :)

TOP